Prezenty w czasie Świąt – czego mogą nauczyć malucha i nas samych?

with Brak komentarzy

U mnie nadal świątecznie i plastycznie. Święta są dla mnie magicznym czasem. Zawsze były. Dla mnie okres Świąt, nawet jako dziecko, był wyczekiwaniem na te małe rzeczy jak ubieranie choinki, wspólnym gotowaniem, śpiewaniem kolęd czy wychodzeniem na pasterkę. No i ten skrzypiący śnieg pod butami. Ohh ale się rozmarzyłam.

 

Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie Ania z bloga Life in Harmony. A dokładniej jej wpis na temat prawa dawania i brania.  W kontekście Świąt i całego szumu wokół obdarowywania prezentami najbliższych często zapominamy o najważniejszym. Że obdarować można kogoś w inny sposób niż tylko skomercjalizowanym prezentem pochodzącym z półki sklepowej. Przecież ”Każdy ma jakiś talent, dar. Każdy ma coś, czym może obdzielić innych: dobrą radę, komplement, pomysł, inspirujący tekst, rozwiązanie problemu, pomoc w wykonaniu jakiegoś zadania, przytulaniec, czy zwykłe trzymanie za rękę. Dawanie nie zawsze związane jest z pieniędzmi.”

 

 

Odkąd w nasze życie zagościło Montessori, co roku staramy się, aby nasze prezenty dla innych stworzyć samemu. Aby karta świąteczna, którą wysyłamy wyszła spod naszych rąk. Aby jak największa ich część pochodziła z naszej wspólnej pracy. Tworząc prezenty, myślimy o innych, o tym co lubią… zastanawiamy się, co możemy zrobić w te Święta aby okazać, że ich kochamy i nam na nich zależy.
Od zeszłego roku, kiedy córka zaczęła interesować się pracami plastycznymi, razem tworzymy kartki. W tym roku również drobne prezenty. Może i kartki nie są najpiękniejsze, nie mają cudownych grafik a prezenty są banalne. Tworzone są jednak z serca i nie są to zwykłe kartki czy podarunki. Te kartki niosą energię miłości, bo robiąc je i wpisując życzenia myślimy o danej osobie, wysyłamy jej dobre słowa, nasz pozytywizm i nadzieję. A robiąc własnoręcznie prezenty są one napełnione radością i wdzięcznością. I to nie jest chwila. Nie idziemy do sklepu i wybieramy prezent. Nasze prezenty i kartki tworzone są etapowo. To np. pieczenie pierniczków i na drugi dzień ich lukrowanie i ozdabianie a na kolejny pakowanie w celofan, to wykonywanie ozdób z masy plastycznej i malowanie ich następnego dnia, to robienie kartek i podpisywanie ich po ich wyschnięciu w dniach kolejnych. Robione są one powoli. Każdy innego dnia. Na przełomie całego adwentu. Więcej na temat naszych aktywności adwentowych i świątecznych tutaj i tutaj.

 

 

 

 

 

Czasami inne mamy pytają mnie po co ja to robię? Dziwią się, kiedy znajduję na to chęć, motywację i przede wszystkim czas. Przecież łatwiej jest kupić kartkę czy prezent. W końcu w okresie świąt tego czasu jest tak mało. Dlaczego zatem to robię?
Po pierwsze, głęboko w środku czuję, że ten wielki komercyjny świat niedługo nas przygniecie tymi wszystkimi rzeczami. Kiedy wprowadziłam minimalizm, regularne odgracanie i oddawanie rzeczy innym osobom potrzebującym, w naszym życiu zaczęło się robić bardziej lekko i swobodnie.
Po drugie, sprawia mi to olbrzymia frajdę i satysfakcję. Samo wykonanie ale również ten czas, który spędzamy z córką tworząc razem te wszystkie małe prezenty i kartki.
Po trzecie, wierzę, że ta energia włożona w to co mamy dla kogoś, będzie emanowała u tej osoby i wprowadzi w jej lub jego dom trochę dobra i radości.
Po czwarte, wspólne prace z dzieckiem wzmacniają więź. Zapadają dziecku w pamięci. Tworzą nastrój, tradycję, do której często odwołujemy się będąc starszymi.
Po piąte, i myślę, że to najważniejsze – uczymy córkę, że czas Świąt to nie tylko czas, kiedy Mikołaj przychodzi do niej z prezentami i choinka pod, którą znajdzie coś dla siebie. Przekazujemy jej, że to również czas obdarowywania innych a nie tylko otrzymywania. Choć jeszcze jest malutka to widzę i czuję, że to do niej trafia. Bo widzę, równie piękną otaczającą ją aurę i błysk w oku, przy otrzymywaniu jak i przy dawaniu. I to jest dla mnie najpiękniejszym prezentem.

 

Bez względu na to czy kupujesz czy robisz prezenty i kartki,

napisz jak to obdarowywanie bliskich wygląda

u Ciebie?