Czy na NVC kiedykolwiek jest za późno lub za wcześnie? – wywiad z Basią Bielanik

with Brak komentarzy

Drogie mamy, mam dla Was niezwykłego gościa. Niesamowitą kobietę, cudowną mamę. Basię Bielanik ze Szkoły Mocy. Basia ma dla nas kilka słów na temat tego kiedy jest najlepszy moment na wprowadzenie NVC w życie rodziny. Czy od razu kiedy narodzi się dziecko, czy może dopiero jak zacznie mówić? NVC z innego punktu widzenia. Takie prawdziwe, z życia i z serca płynące.  Zapraszam!

 

Na warsztatach prowadzonych przez Franka Gaschlera, niemieckiego trenera Porozumienia bez przemocy była pewna mama z maleńkim dzieckiem w chuście. W pewnym momencie spytała, czy w przypadku noworodka nie jest za wcześnie na NVC. Frank zażartował:
– Już jest za późno. I dodał:
– Tak naprawdę, nigdy nie jest za późno, ani za wcześnie.
Porozumienie bez przemocy stało się ostatnio… modne. Kiedy pojawiam się na spotkaniach z rodzicami, niemal każda mama mówi, że zetknęła się z tym pojęciem, że mignęło jej w Internecie. Ba! Nawet często mówicie, że czytałyście książkę, znacie, stosujecie. Wtedy staram się dopytać jakie miejsce zajmuje NVC w Twoim życiu. Czy jest metodą, czy jest „lekiem na całe zło”, czy jest traktowane jako baza, kompas do kontaktów ze sobą i innymi ludźmi, czy jako narzędzie, metoda.
Żadne z tych podejść nie jest złe, jednak jeśli traktujemy Porozumienie jako puzzel, jeden z elementów naszego życia, to ono staje się jego integralną częścią i nie ma mowy o „za wcześnie” czy „za późno”. Kiedy zaś stosujesz NVC bardziej narzędziowo, technicznie, to może się wydawać, że na maluszki to jeszcze „nie działa”, a ze starszymi dziećmi szkoda straconego czasu, bo „gdybym wiedziała wcześniej to, co wiem, dziś, to na pewno nie popełniłabym tylu błędów”.
Żadna z tych postaw nie pomaga, a dla mnie, choć NVC nie jest narzędziem, a zdecydowanie fundamentem mojego życia, bardzo ważne jest życie świadome i wolne. Zamiast więc zastanawiać się, czy to właściwa pora, uznaj proszę, że TERAZ to najwłaściwszy czas, by zaprosić NVC do swojego życia i pod swój dach.
Zresztą nie bez racji komunikację opartą na 4 krokach nazywamy ścieżką żyrafy. Jeśli się na nią wejdzie, to oznacza zgodę na podążanie. A podążania nie ma bez rozwoju, nauki, treningu, wsparcia i świadomych wyborów. Jeśli więc zdecydujesz się przejść od chęci w gotowość i zanurkować w świat Porozumienia, warto liczyć się z tym, że będziesz czasem miała z górki, ale też nieraz czeka Cię wspinaczka. Że będziesz szła sama, jednak nieraz poczujesz, jak inni ludzie sprawiają, że możesz zajść dalej i wyżej. Że każdego dnia będziesz mogła wybrać, bo NVC nie jest koniecznością, a raczej możliwością. To zresztą kolejny argument przemawiający za tym, by nie zwlekać i nie ociągać się z podążeniem tą ścieżką z obawy, że teraz to ja już „będę musiała być NVC”, nie przystoi mi krzyk, nie będę stanowcza, będę miała związane ręce. Wręcz przeciwnie, otworzy się przed Tobą ocean możliwości, cała skrzynia skarbów, z której będziesz mogła czerpać w zależności od potrzeb.
To tak pięknie brzmi, ocean, skarby, możliwości. Co jednak w sytuacji, kiedy moje dziecko płacze, ja jestem niewyspana, zmęczona, nie mam pojęcia, o co mu chodzi, choć staram się stanąć na rzęsach, żeby mu przynieść ulgę w bólu?
Po pierwsze pamiętaj, że ZAWSZE jesteś najlepszą matką dla swojego dziecka! Najlepszą, jaką ma i najcudowniejszą, jaką może sobie wyobrazić. Z a w s z e!
Po drugie nie zapominaj, że ZAWSZE robisz najlepiej, jak na ten  moment potrafisz. Gdybyś mogła coś zrobić lepiej, to byś zrobiła. Możesz wyciągać wnioski, uczyć się na przyszłość, lepiej przygotować na to, co niesie ze sobą życie, jednak nie zmienisz już tego, co było. Zresztą, czy warto? Pomyśl! Bez tego nie mogłabyś nauczyć się tego, co już teraz wiesz. Czyż to nie jest ogromna wartość życiowych lekcji?
Po trzecie, kiedy już naprawdę NIC nie działa, może warto pozwolić na to, by działo się to, co się dzieje. To się tak pięknie nazywa a k c e p t a c j a. Nie możesz czegoś zmienić, Twoje dziecko nadal płacze i straciłaś już siły, nie masz pomysłu, co zrobić… Powiedz to! Wypowiedz na głos tę myśl, że czujesz bezradność, smutek, bezsilność, ból i strach. Usiądź i pomimo płaczu dziecka poświęć minutę dla siebie. Nie ignorując go, bo absolutnie nie namawiam do „łamania” dzieci czy pozwalania, by się wypłakały, jednak kiedy Twoje zasoby się wyczerpały i nie masz już nic do zaoferowania, nic nie dasz. Jedyne, co w tej sytuacji możesz zrobić, to zadbać o doładowanie. Może nim być „telefon do przyjaciela”, krótka rozmowa z prośbą o wysłuchanie, wsparcie. Niekoniecznie o radę, a raczej o bycie przy Tobie, pomoc wynikającą z czyjejś obecności, a nie z kolejnych trzech pomysłów jak ułożyć dziecko czy co mu podać. Bądź chwilę dla siebie i ofiaruj coś sobie, bo to jedyna droga do tego, by znowu móc dawać.
Po czwarte, a wynika to z trzeciego, czy nie pomyślałaś, że Twoje dziecko płacze, bo widzi i czuje Twoje emocje? Że odbiera sygnały, które nadajesz: nie wiem, co mam zrobić, nie potrafię Ci pomóc, czuję lęk! Jeśli w to nie wierzysz, wypróbuj działanie neuronów lustrzanych – staraj się opanować ziewanie, patrząc, kiedy ktoś ziewa, albo spróbuj się nie uśmiechnąć, kiedy śmieje się do Ciebie Twoje dziecko. Tak samo odbieramy też inne nastroje, a przecież emocje mamy wypisane na twarzy. Więc może się tak zdarzyć, że to nie płacz Twojego dziecka jest źródłem Twojej rozpaczy, a Twój ból jest źródłem stresu Twojego dziecka. Zacznij więc od siebie, by przerwać ten zaklęty krąg.
A po piąte i ostatnie, to wszystko, o czym piszę, mało wiąże się z Porozumieniem bez przemocy, o jakim może czytałaś. Dzieje się to dlatego, że przefiltrowałam je przez doświadczenia swoje i ponad tysiąca mam, z którymi pracowałam. Chcę Ci pokazać, że ono nie polega na technicznym opanowaniu reguł, stosowaniu się do zasady 4 kroków w komunikacji, „bycia żyrafą” zawsze i wszędzie. Jest to raczej tak, jak mówił to Marshall Rosenberg, zapomniany język serca, który wystarczy przywołać z powrotem.

Każda z nas ma go w sobie i życzę Ci odwagi, by go w sobie poszukiwać.

Każdego dnia!

 

 

Poznajcie Basię bliżej:

 

Basia – kobieta, żona, matka, pedagog, blogerka, przedsiębiorca… Jestem osobą, która na własnej skórze poczuła, co to jest niemoc, wściekłość, smutek i ból. Wstałam, bo pomocną dłoń wyciągnął do niej Marshall Rosenberg – Twórca Nonviolent Communication (NVC). Porozumienie bez przemocy zmieniło u mnie wszystko, wprowadziło spokój do serca, a potem do relacji z dziećmi, mężem, innymi ludźmi. Kolejnym, naturalnym krokiem było dla mnie dzielenie się Mocą i przekazywanie jej dalej. Prowadzę blog, kursy online, wyzwania, warsztaty i spotkania, webinary oraz empatyczną grupę wsparcia na Fb. Możesz mnie znaleźć na www.szkolymocy.pl

 

Jeśli tematyka NVC Cię zainteresowała a nie czytałaś tego artykułu, zapraszam do poczytania wpisu o języku serca, cudownej komunikaji przy użyciu narzędzi NVC

 

Komunikacja prosto z serca – NVC